18 września 2016

Zakopane




Kochani!

Często słyszy się narzekania na miejsce zamieszkania "bo za daleko nad morze/ w góry, w mieście hałas, na wsi nie ma sklepów..." Ja nigdy nie narzekam, ponieważ po pierwsze zawsze należy być wdzięcznym za to co mamy- na świecie są miliony osób, dla których los nie był tak łaskawy jak dla nas, po drugie zawsze należy szukać pozytywów danej sytuacji.

Zastanawiacie się co ja tu wypisuję? Już tłumaczę.
Ja mam duże szczęscięm gdyż, mieszkam w mieście położonym  tylko/ 170km czyli ok. 2,5 godziny jazdy samochodem od Tatrzańskiego Parku Narodowego. Do Wisły natomiast mam jedynie godzinkę jazdy. W związku z tym, mam możliwość urządzenia sobie jednodniowej wycieczki np. nad Morskie Oko- co uczyniłam w poniedziałek. Była to decyzja spontaniczna- w niedzielę było tak przyjemnie na zewnątrz, że pomyślałam "kurczę, ale bym się przejechała nad Morskie Oko", z tą myślą udałam się do pokoju brata a On jak zwykle przystał na moje "widzimisię".

Tym, samym w poniedziałek o 5:40 siedzieliśmy w samochodzie- ja jak zwykle za kierownicą, brat niezmiennie z nawigacją (mam taką małą fobię na punkcie jeżdżenia samochodem- mianowicie stresuję się, kiedy jadę samochodem jako pasażer, wyjątek stanowi mój Tata)

Przez pierwszą godzinę mgła była potworna, nie byłoby w tym nic złego- gdybyśmy jechali autostardą, ale zdecydowałam, że nie będę płacić za drogę która będzię trwać- 4 minuty krócej (absurd), po drugie uwielbiam podziwiać krajobraz a jadąc autostradą wiele się traci.

O 8:45 zgasiłam silnik- niestety, musieliśmy stać w korku na parking pół godziny! (myślałam, że we wrześniowy poniedziałek będzie mniej ludzi..)

Zabraliśmy rzeczy z samochodu i udaliśmy się do ..... jeszcze czystych toalet (chyba za dużo piję).
Następnie kupiliśmy bilety i w drogę!



Słońce przyjemnie ogrzewało nam twarze, a my z uśmiechami na ustach szliśmy dalej..


Kiedy w niedzielę ustaliliśmy, że jedziemy na Morskie Oko, od razu postanowiliśmy, że będziemy szli na skróty po schodach





Po czawrtych-ostatnich schodach wiedzieliśmy, że teraz już z górki (dla mnie cały czas było z górki, gdyż dzięki codziennemu bieganiu, nie łatwo mnie zmęczyć)



Schody wybrałam nie tylko dlatego, że będzie szybciej. Wybrałam je przede wszystkim dlatego, że konie nimi  nie jeżdżą, a każdy przejazd bryczki obok mnie równa się moim łzom...


Każdy kto szedła nad Morskie Oko wie, że od tego miejsca to już chwilka do celu









Taka mała niespodzianka w postaci liska spotkała nas na drodze (spotkaliśmy również WIEWIÓRKĘ!, ale była zbyt szybka, aby zrobić jej zdjęcie- może gyby wiedziała omoim blog to by się zatrzymała na fotkę,,,)




Czyżby to już...?


TAK! Dotarliśmy


Niestety były tłumy i ciężko o zdjęciu gdzie brak "człowieków"


Nad Morskie Oko doszliśmy wolnym spacerkiem w 2 godziny, posiedzieliśmy do 11:35 i ruszyliśmy z powrotem, aby udać się na Krupówki







W drodze powrotnej udało mi się zrobić zdjęcie Wodogrzmotów Mickiewicza, rano słońce skutecznie mi to uniemożliwiło.



W samochodzie byliśmy o 13:10, zjedliśmy i ruszylismy do Zakopanego
Na miejsce dotarliśmy ok. 14.
Poszliśmy na spacer wzdłuż Krupówek, nie obyło się od zakupu oscypków dla Babci, która jako jedyna z pośród mojej najbliższej rodziny je lubi.
Osobiście próbowałam oscypka pierwszy i ostatni raz w wieku 7 lat. Wówczas postanowiłam, że "już nigdy nie wezmę tego do buzi"- postanowienia dotrzymałam, a od kiedy jestem na diecie roślinnej tematu nie ma.
Na Krupówkach posiedzieliśmy do 18 i ruszyliśmy do domu, na miejsce dotarliśmy przed 21:00.


Bardzo żałuję, że nie zrobiłam zdjęć posiłków, które ze sobą zabrałam.
Zupełnie wyleciało mi to z głowy. Mogę jedynie napisać co zapakowałam do pudełek. 
(Śniadanie zjadłam w domu -jak zwykle była to owsianka)
  • Krem z pieczonej dyni z kaszą, który zostałmi z dnia poprzedniego 
  • Kaszę jaglaną (80g) z musem dyniowo-gruszkowo-bananowym (ok. 200g). Kaszę ugotowałam w wodzie dzień wcześniej, rano odgrzałam z 100ml mleka sojowego, 2 łyżeczkami kardamonu i 2 łyżkami masła orzechowego (to było przepyszne!)
  • Ciecierzycę (70g)- tak ją uwielbiam, że mogłabym zjeść nawet 1kg ciecierzycy gotowanej tak po prostu, bez dodoatków.
  • Koktajl (papryka zielona, marchewka, banan, kiwi, brokuły, pomidor, sok z cytryny, młody jęczmień, białko z konopne).
Wycieczka do Zakopanego zawsze przypomina mi liceum. Nigdy nie jadałam tak niedobrej zupy jak właśnie wtedy. Była to zupa koperkowa- wówczas jadłam ją pierwszy raz w życiu (tak, pierwszy) i myślałam, że ostatni. We wtorek postanowiłam się przełamać i zrobić tę zupkę w domu. więc z tego miejsca dziękuję za przeczytanie/obejrzenie mojej krótkiej relacji z wycieczki i zapraszam na zupę koperkową (klik)

Pozdrawiam !



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz